Cheat day - jak wrócić do formy

O cheat dayu/mealu wiele się mówi – są to i dobre i złe opinie. Każdy ma inne zdanie i rzeczywiście ciężko się temu dziwić. Wiemy już, że człowiek to jednostka indywidualna i reaguje zupełnie inaczej na różne zabiegi dietetyczne.

Cheat day/meal rozważa się w przypadku restrykcyjnej diety, oczywiście zazwyczaj redukcyjnej. Obcięcie sporej ilości kilokalorii w celu osiągnięcia upragnionej sylwetki bądź „docięcia się” jest bardzo wymagające dla naszej psychiki i nie ma się tutaj co oszukiwać. Im bardziej jesteśmy zaawansowani w dążeniu do celu, tym bardziej jest to ciężkie. W przypadku osób startujących w zawodach sylwetkowych jest to niesamowicie stresujące, ponieważ od ich każdego ruchu zależy sukces na scenie. Z drugiej strony, są to osoby bardziej zaangażowane i skłonne do poświęceń i tak naprawdę to ludzie niezwiązani z karierą sylwetkową czy sportową będą o wiele gorzej przeżywać restrykcyjne diety.

Czy w takim razie warto stosować cheaty w takich standardowych przypadkach? Najważniejsze i nieodłączne – na pewno nie warto stosować cheat daya, kiedy olewasz na cały dzień swoją dietę i jesz co popadnie. To na pewno nie przysłuży się ani Twojemu zdrowiu, ani sylwetce! Pomyśl, ile jesteś w stanie zjeść w ciągu całego dnia. Bardziej skłaniałabym się ku jednemu, oszukanemu posiłkowi, ale i tak… nie do końca!

Dlaczego?

Przedstawię to bardzo prosto. Żeby schudnąć, potrzebujesz deficytu kalorycznego. Możesz zrobić go poprzez spożywanie mniejszej ilości posiłków lub zwiększenie aktywności fizycznej. Jeśli zatem w niedzielę (licząc od poniedziałku), stworzyłeś sobie deficyt 700 kcal i nagle wieczorem zjesz dużą czekoladę, która ma ponad 1600 kalorii, to jedyne co robisz, to nadwyżkę kaloryczną! I taka akcja nie spowoduje, że schudniesz. Dlatego nie zawsze warto robić w ten sposób, a zwłaszcza co tydzień, bo możesz narobić sobie więcej szkody, aniżeli pożytku.

Ok, mimo to – stało się. Co robić?

Po pierwsze, nie załamuj się. To nie jest koniec świata, to nie jest „przegranie” wszystkiego, to nie jest żaden dramat czy tragedia. Nastaw się znowu pozytywnie i trzymaj się swojej motywacji do działania lub znajdź ją!

Wróć do swojej poprzedniej diety. Nie przerywaj jej, nie olewaj. Po prostu do tego wróć i dalej się tego trzymaj. To, że przesadziłeś jednego dnia (czy nawet przez dwa dni), nie przekreśla tego, co wypracowałeś do tej pory. Przecież nie robi się formy w tydzień i w tydzień się jej nie traci! Nie ma co się poddawać tylko po prostu trzeba iść dalej.

Następnym razem zastanów się trzy razy nad oszukanym posiłkiem lub całym dniem. Pomyśl co uzyskasz dzięki temu, czy będziesz z tego zadowolony, a może będziesz żałować i po prostu nie warto? A może, z drugiej strony, warto to dokładnie zaplanować i przeliczyć – co zjesz, w jakiej ilości i wtedy po prostu nic Cię nie zaskoczy. Spróbuj któregoś z tych podejść – albo zrezygnuj całkowicie i trzymaj się swoich celów albo zaplanuj konkretnie co zjesz i tym się kieruj.

Powodzenia!

Sylwia Lelonek, właścicielka bloga livethenature.com.