Alkohol a dieta odchudzająca.

Spożywanie alkoholu nigdy nie będzie czynnością zalecaną przez lekarzy czy przez dietetyków. Szczególne zastrzeżenia dotyczą nadmiernych ilości poszczególnych trunków, które nie dość, że dostarczają do organizmu ogromna ilość kalorii, to jeszcze wypłukują minerały, które „zebraliśmy” ze starannie dobranych potraw w naszej diecie. Jednak nie zawsze możemy spotkać się z tak krytycznym podejściem specjalistów. W południowych regionach świata, które słyną z aromatycznych winnic tj. Włochy, Francja czy Chile, wręcz zaleca się spożywanie rozsądnych ilości wina w celu poprawienia kondycji układu krwionośnego (tutaj głównie jest nacisk na czerwone wino) bądź po prostu, aby poprawić walory smakowe spożywanego posiłku.

W zasadzie problem rozpoczyna się właśnie tutaj, ponieważ nie jest tajemnicą, ze alkohol zdecydowanie wzmaga apetyt. Szczególnie łatwo stracić kontrole nad sięganiem po przekąski jeśli akurat biesiadujemy w gronie znajomych i nie panujemy ani nad ilością wypijanych drinków, ani nad smakołykami, które lądują w naszym żołądku. Jednorazowe zdarzenie tego typu, nie ma większego znaczenia dla naszej diety, jednak częstsze wyjścia tego typu to już poważne obciążenie dla naszego zdrowego trybu życia. Najbardziej zgubne pod tym względem jest piwo. Pół litra jasnego trunku dostarcza do organizmu około 250kcal, co przy czterech porcjach tworzy już prawdziwą bombę tłustych kalorii. Jeśli dołączymy do tego tłuste przekąski jak np. chipsy, słone paluszki bądź co gorsza pizzę czy hamburgera, mamy gotowe obciążenie dla naszego ciała, które przyjdzie nam „zrzucać” przez kilka tygodni – jeśli oczywiście taki styl życia przyjmiemy na dłuższy czas.

Ze smaku zimnego piwa nie należy jednak bezwzględnie rezygnować, jeśli ktoś go lubi. Alternatywą jest bowiem napój bezalkoholowy, który w 250ml ma tylko 67kcal. Jak zatem widzimy, to właśnie alkohol etylowy, na bazie którego sporządza się mieszanki, jest tutaj największym problemem.

Nieco inaczej jest z winem, które dzielimy na wytrawne, półwytrawne, półsłodkie i półsłodkie. Nie jest tajemnicą, iż to właśnie wytrawny trunek jest najmniej kaloryczny, ponieważ w 100ml dostarczy nam ok. 67kcal. Amatorzy wina rzadziej zatem mają tzw. „oponkę” niż piwosze, u których sporych rozmiarów brzuch już zapożyczył nazwę od ulubionego trunku jego posiadacza. Nieco bardziej kaloryczne niż czerwone, jest wytrawne wino białe, gdzie w tej samej ilości otrzymamy 73 kcal. Przy słodkich rodzajach jest tych kalorii nieco więcej, bo około 100, jednak nadal wino lasuje się wyżej pod względem korzyści dla zdrowia i sylwetki niż piwo czy słodkie drinki. Bardzo dobrze znanym trikiem jest dodawanie kostek lodu do kieliszka wina. Wówczas alkohol pozostaje w tym samym stężeniu, jednak woda poniekąd zneutralizuje kalorie.

Warto również wspomnieć, iż sportowcy powinni z alkoholu całkowicie zrezygnować.